forum.mtbikes.info - Forum Rowerowe

Pełna wersja: Piękny lot....
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Siema, dawno nie pisałem. Tak jakoś wyszło. Che sie z Wami podzielic pewną moją przygodą z której morał jest: "Jak się nie wypieprzysz to się nie nauczysz"...

Długo starałem się dostac do sekcji rowerowej w AZSie, dlaczego mam chodzic na WF skoro taką samą ocenę mogę dostac za to co i tak lubię? Najpierw mnie odprawili z kwitkiem o braku miejsc i kazali czekac, potem znów kazali czekac. Ale w końcu nadszedł upragniony dzień w którym podpisałem deklarację członkowską i zostałem szczęśliwie wpisany do pierwszej grupy rowerowej (tu ukłony dla Pani w sekretariacie).
Tydzień przed pierwszym wyjazdem trzeba było sprowadzic rower, więc w poniedziałkowy poranek można było zobaczyc rowerzystę z plecakiem pędzącego na pociąg. Przez kolejne dni rozpocząłem małe przygotowania do wycieczki. Wyjazdy pod górkę, kilka okrążeń pobliskiego parku. Wtedy już wiedziałem, że asfalt nie jest moim sprzymierzeńcem - "Co to za przyjemnośc?" (oczywiście szacunek dla "szosowców"). Nadeszłą upragniona sobota, spotkanie o 9:00 pod siedzibą AZSu. Z ust prowadzącego pada potok słów o bezpieczeństwie, ubezpieczeniach i tym podobnych, na końcu oznajmia: "Dziś kierunek - Tyniec". Uśmiech zagościł na mej twarzy haha "Pewnie się nawet nie spocę" pomyślałem (co zresztą potem sie potwierdziło). Ruszyliśmy spokojnie całą grupą, rower w pełni sprawny więc czerpałem z jazdy 110% przyjemności. Jedziemy całym peletonem, kilka skrzyżowań, kilka prostych, górka zjazd górka zjazd. Skręcamy w lewo. Nie wiem dlaczego chłopek przede mną nagle się zatrzymuje! Automatycznie wciskam oba hamulce żeby w niego nie wjechac!! To był błąd... Pamiętam tylko ramę na sobie i zapach asfaltu... Przeleciałem jak manekin przez kierownicę lądując na drodze. W tym momencie mogę śmiało powiedziec że kask spełnił swoje zadanie, lekko uszkodzony w okolicach potylicznych.
Nic mi się prawie nie stało, skończyło się na potłuczonym barku i żebrach oraz kolanie i spuchniętym kciuku, który swoją drogą sprawiał mi najwięcej trudności w dalszej trasie. Jazda w grupie wymaga zgrania, myślenia nie tylko o sobie ale i o innych. Tego prawdopodobnie wtedy zabrakło. Błędem też było zachowanie kierowcy samochodu, który na siłę chciał przerwac nasz peleton. Z mojej strony pojawił się brak koordynacji. Teraz wiem, dlaczego wolę jeździc w terenie. Mam lepszą orientację co zrobi mój rower zjeżdżając po szutrze czy błocie niż na asfalcie.

Pozdrawiam bikerów!
Nie zapominajcie o kasku...
Dobrze że nic Ci się nie stało.
Na grupach często są gleby, pewnie przez to że ludzie jadą w dużej liczbie, są rozluźnieni i niezbyt skoncentrowani na samej jeździe. Niektórzy też się popisują. Ja gdy jeździlem czesto obserwowalem różne dziwne sytuacje, jeden kolega wystraszyl się samochodu i sam położyl na asfalcie, potem z kolei jadąc i pisząć smsa nie zauważył że w samochodzie na chodniku otworzyły się drzwi. Również zaliczył kontakt z ziemią. Raz nawet pan wuefista przeleciał przez kierownicę, gdy nieopatrznie najechał na kamień przy przekraczaniu strumienia. Inny kolega zaliczył efektowne salto po szybkim i nagłym kontakcie z dość dużym kamieniem wystającym spod liści. Mi na szczęście nic się nie stało, grupy mam już za sobą, ale chętnie pojeździłbym znów.
widze ze jestem w zacnym gronie haha. wsadzili mi dzis reke w szyne. zwolnienie do poniedzialku, a w wekend nastepna wycieczka!!Sad jak mnie przestanie bolec to sciagam w piatek i jade! nie mam zamiaru tracic takich przyjemnosciGrin
Przekierowanie